Coraz częściej odnoszę wrażenie, zgodnie z Barthesem, że oto przestało być niemoralne to, co związane z ludzką seksualnością (chyba dlatego, że wszyscy nabrali na nią swoistej znieczulicy). Jako niestosowne zaś coraz częściej określa społeczeństwo to, co wiąże się z emocjonalnością człowieka. Zastanawiam się, dlaczego?
Czy w dzisiejszym świecie króluje model “człowieka z żelaza”, a szczytem życiowej siły jest brak emocjonalności w stosunku do ludzi i świata?
