Teczki, donosiciele i spółka

Po kilkudniowej, przydługiej przerwie, wróciłam. Z nowym (starym) tematem.

Słuchając wiadomości, czytając gazety, coraz częściej odnoszę wrażenie, że umiejętność wyszukiwania tematów zastępczych u polskich publicystów wspięła się na wyżyny. Najpopularniejszym tematem zastępczym (dlatego zastępczym, by móc ze spokojnym sumieniem nie wspominać o finansowych machlojkach polityków, by nie mówić o żebrakach, których wciąż więcej jest na ulicach i tak dalej) jest oczywiście zaglądanie w przeszłość. Nie tylko osób publicznych, ale też zwykłych obywateli.

Teczki, donosiciele, wyskakujące z pewnej szafy nowości co rusz zapełniają wszelakie serwisy informacyjne i gazety… a dzięki temu w kraju wytworzyła się atmosfera obawy, niepewności i powszechnej dezaprobaty. Upublicznianie list osób współpracujących z “układem”, “służbami” i czym tam jeszcze popadnie, stało się narzędziem społecznego linczu.

Po co? Dlaczego? Czy prawo musi działać wstecz? Czy to jeszcze w ogóle jest prawo - jednych degradujące do zera, potępiające ich tylko za to, że w poprzednim ustroju wypełniali taką a nie inną funkcję (często dla pieniędzy, ale przecież polscy politycy też rozdmuchują lustrację i degradują tamtych ludzi dla pieniędzy i nie tylko!), a innych wynoszące na gliniany, powleczony złotą farbą piedestalik prawomyślności i sprawiedliwości? Innych… tych dzisiejszych rządzących… Patrząc na nich mam wrażenie, że PRL po kilkunastu latach letargu przebrał się, założył maskę dobrego katolika i patrioty… i z radością wyszeptał swe dobrze znane hasło: “Mierny ale wierny”…

Jaki to ma sens?

0 Odpowiedzi do “Teczki, donosiciele i spółka”


  1. Brak komentarzy

Napisz odpowiedź